W OPINII

Krzysztof Piasecki: o długach i garderobie

opublikowano: 5 CZERWCA 2019, 01:58autor: Krzysztof Piasecki
Krzysztof Piasecki: o długach i garderobie

Klub Wisła zaproponował, że spłaci dług wobec gminy Kraków, reklamując na koszulkach gminę. Miałoby to być na, jak się wyrażono, tylnej części koszulki. Czyli na plecach. To jest bardzo dobry pomysł. Biegnie taki piłkarz niezbyt szybko po boisku. Widzowie dotychczas się zastanawiali, dlaczego biegnie tak wolno. Teraz będzie widać. Przytłacza go dług wobec Krakowa. Tylko trzeba uważać, by koszulka nie była za długa. Wtedy piłkarz mógłby manifestować, gdzie ma ten dług. I ciekawe, co będzie na tej „tylnej części” napisane. Czy tylko „Kraków”, czy „gmina Kraków”, czy może „Nasz wierzyciel Kraków”. Jeśli ma to być reklama, to chyba jakieś hasło. Na przykład „Jedź do Krakowa”.

Piłkarze mają taki zwyczaj, że się zamieniają koszulkami po meczu. I to daje nieprawdopodobne możliwości reklamowe. Piłkarz, na przykład Legii Warszawa, dostałby koszulkę z napisem „Jedź do Krakowa”. I w zależności od tego, kto wygrał mecz, można spodziewać się różnych reakcji. Jeśli wygrała Wisła, taki zdenerwowany piłkarz Legii mógłby odpowiedzieć „sam se jedź”. Ale jeśli wygrałaby Legia, wtedy rozłożyłby koszulkę, żeby wszyscy kibice widzieli i krzyknąłby: „jedźmy wszyscy, tam wygrywamy!”. I to by była reklama. Czyli z punktu widzenia skuteczności reklamy lepiej, żeby piłkarze Wisły przegrywali. To, myślę, da się osiągnąć.

Dlaczego pomysłu z koszulkami nie rozszerzyć? Idziesz po kredyt do banku. Dostajesz pieniądze i paczkę koszulek. Z napisami reklamującymi bank. I kredyt.

Na koszulkach różne są teraz napisy.

Producenci ścigają się w wymyślaniu najbardziej oryginalnych napisów. Najchętniej po angielsku. A Ty miałbyś napis na koszulce, zmieniający się co miesiąc. „Mam kredyt w banku LiK zostało mi do spłacenia… i tu kwota”. Po miesiącu inny napis „Skończyłem spłacać w banku LiK odsetki, zaczynam spłacać kapitał”. Jeśli informacja jest długa, może oplatać człowieka dookoła.

Koszulki byłyby damskie i męskie, a informacja dostosowana do budowy ciała noszącego. Kontrolerzy z banku co jakiś czas sprawdzaliby, czy kredytobiorca nosi odpowiednią koszulkę. Ci, którzy kiedyś brali kredyt we Frankach szwajcarskich i którym kredyt do spłacenia stale rośnie, dostawaliby koszulki dla całej rodziny. Kiedy by się brało kredyt w banku, nie ustalałoby się wysokości raty, tylko ile lat trzeba nosić koszulki.  I w jakich godzinach. I gdzie. A jakby to ułatwiało kontakty międzyludzkie. Mówiłoby się „pokaż mi swoją koszulkę, a powiem ci, kim jesteś”. Kobieta, poznając pretendenta do ręki, od razu by wiedziała, czy jest zadłużony.

Już widzę taką sytuację:

Na przystanku tramwajowym jakiś mężczyzna stale zdejmuje i zakłada koszulkę. Ktoś pyta: „co ten gość robi?” i odpowiedź „wziął chwilówkę”. Wreszcie przydałoby się nam ocieplenie klimatu. Dzięki niemu nasze koszulki byłyby dłużej widoczne, bo na wierzchu.

Oczywiście ktoś mógłby zapytać, co z tego ma bank. Jak to co? Reklamę. Dzięki temu będą się do niego zgłaszali kolejni klienci. Po koszulki. Tak jak gmina Kraków.

P.S. Bank LiK to tylko skrót Life in Kraków. Ale może kiedyś będzie taki bank?

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności