W OPINII

Krzysztof Piasecki: Keep Your Dogs on a Leash

opublikowano: 1 LUTEGO 2019, 11:41autor: Krzysztof Piasecki
Krzysztof Piasecki: Keep Your Dogs on a Leash

Kiosk Ruchu. Do kiosku podchodzi młody człowiek i pyta: „Do You speek english?” Kioskarz odpowiada: „Yes I do”. Na co młodzieniec: „Marlboro Light!”

Chodzę. Codziennie. W jednym radiu trwa akcja „Biegam, bo lubię”, a ja „Chodzę, bo nie lubię biegać”. Bez kijków chodzę. Nie chcę wyglądać jak narciarz któremu skradziono narty. Człowiek chodzący bez kijków lub psa wygląda podejrzanie, bo nie ma odpowiedniego stroju. Biegacz ma. Chodzik nie ma. Mimo to chodzę. I oglądam świat. Pewnego razu podczas spaceru zauważyłem kartkę przybitą do pnia drzewa. Tak mnie poruszyła, że nawet zrobiłem jej zdjęcie.

fot.: Krzysztof Piasecki

Kartka jest po angielsku. Moja znajomość języka Beatlesów jest dość ograniczona i sprowadza się do słownictwa przez ten zespół używanego zwłaszcza w początkach ich twórczości. I love you, girl, boy itp. Mimo to kartkę zrozumiałem. Dlaczego jest po angielsku? Może adresatem jest ktoś, kto tym językiem się posługuje. A może autor zorientował się, że jesteśmy narodem wykształconym i anglojęzycznym .

W galerii Kazimierz siedzę sobie i czytam napisy. Cinema City, Salad Bar, Cafe, Nord Fish itd. a raczej etc. Nic po polsku. 24 h. Czy ktoś kiedyś widział napis 24 g? Może 24 g nie brzmi zbyt ładnie zwłaszcza na barze, ale 24 h też nie bardzo. Kartka jest po angielsku, bo widać autor jest przekonany o tym, że czytelnicy ten język posiadają. I ma rację. Sam widziałem taką sytuację. Kiosk Ruchu. Do kiosku podchodzi młody człowiek i pyta: „Do You speek english?” Kioskarz odpowiada: „Yes I do”. Na co młodzieniec: „Marlboro Light!”

Do mnie też podeszli obcokrajowcy koło dworca, najpierw długo mi się przyglądali, potem  spytali: „pażałusta skażytie gdie nachodzic sje kamiera chronienia”. Młodzież informuję, że to po rosyjsku. O mnie profesor od rosyjskiego mawiał: „Ty Piasecki mówisz po rosyjsku jak przed wojną.” „Dlaczego jak przed wojną?” „Bo przed wojną nikt się rosyjskiego nie uczył”. Mimo to przypomniałem sobie co to jest „kamiera chronienia”. To przechowalnia bagażu. I kalecząc język tłumaczyłem im gdie. Zapytałem dlaczego zapytali akurat mnie. Bo ty w dobrym wieku.

Tak. Jestem w wieku od rosyjskiego, a nie angielskiego. Mimo to zrozumiałem kartkę. Ktoś prosi, by trzymać psy na smyczy podczas spaceru. Informuje dodatkowo, gdzie można przeczytać, co grozi za to, że psa puszcza się wolno. Angielski w tym wypadku jest uprawniony. „How do you do” czyta się: „hau du ju du”, a nie „miau du ju du”.

Jako człowiek spacerujący, wiem o co chodzi autorowi kartki. O spotkania z naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy się idzie i widzi się psa, do którego nie jest przywiązany jego pan, można się trochę bać. Podobno pies dobrego człowieka nie ugryzie – tak utrzymują niektórzy właściciele – nigdy jednak nie ma pewności, że dla zbliżającego się psa jest się wystarczająco dobrym. Żeby nie powiedzieć smacznym. Pies to pies.

Znana jest anegdota o tym, jak właściciel nie mógł sobie poradzić z psem i oddał go do ułożenia. Bo pies gryzł meble, połykał rajstopy i nie słuchał. Ułożenie trwało dwa tygodnie i kosztowało sporo. Po dwóch tygodniach pies wraca do domu. I dalej gryzie meble, połyka wszystko i nie słucha. Wściekły właściciel dzwoni do trenera: „Panie! Tyle pieniędzy i nic?!” Trener na to: „spokojnie, jak piesek się wabi?” „Buras się wabi!!!” „Zaraz sprawdzę. Zgadza się. Buras – niedostatecznie”.

Rozumiem autora kartki, mimo, że napisał po angielsku. Dzielnica gdzie chodzę nazywa się w końcu Zwierzyniec. A kraj po angielsku znaczy płacz. Ale to już inna opowieść.  Kiedyś na spacerze widzę, jak w moim kierunku zmierza ogromny pies. Z tyłu właścicielka rozmawia przez telefon patrząc pod nogi. Pies widzi mnie i robi takie rrrrrrrrr. Właścicielka do telefonu: „co ty powiesz? A on co? Naprawdę! To idiota. Mówiłam ci.” Pies coraz bliżej mnie rrrrrr. Właścicielka podnosi głowę: „Pan się nie boi. Bo jak pies wyczuje, że się pan boi, może zaatakować” i do telefonu: „Czekaj, bo jakiś facet się przyplątał. Arnold! Do nogi”. Arnold zbliża się do nogi, ale mojej. „Pan się nie boi, on jeszcze nikogo nie ugryzł!” Do telefonu: „poczekaj chwilę, bo jakiś facet boi się Arnolda. Arnold, Arnold!!! Jeszcze nikogo nie ugryzł…. Pan jest pierwszy. Był pan szczepiony?”

Rozumiem autora kartki, mimo, że napisał po angielsku. Dzielnica gdzie chodzę nazywa się w końcu Zwierzyniec. A kraj po angielsku znaczy płacz. Ale to już inna opowieść.  

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności