W MIEŚCIE

Krzysztof Piasecki: „ludzie, gdzie ja jestem?”

opublikowano: 11 CZERWCA 2021, 10:00autor: Krzysztof Piasecki
Krzysztof Piasecki: „ludzie, gdzie ja jestem?”

Zdarzył się wypadek. Jak podano nietypowy. Bowiem łódź motorowa zatarasowała jedną z ulic. Kierowca, wiozący łódź na przyczepie, musiał gwałtownie zahamować, bo ktoś zajechał mu drogę. Łódź zsunęła się z przyczepy i, jak piszą, powstał gigantyczny korek.

Reklama

Ciekawe, że korki są zawsze gigantyczne. Zwrócili Państwo na to uwagę? Nie ma korków olbrzymich, ogromnych, długich, zawsze są gigantyczne. Ciekawe, kto pierwszy to wymyślił. Powinni tego kogoś zatrudnić w reklamie. Umiał bowiem sprawić, że to, co wymyślił, natychmiast się przyjęło.

Umiał lub umiała. Teraz nieustannie wszędzie podkreśla się rolę, nie tyle kobiet, co rodzaju żeńskiego. Gramatycznego rodzaju. Nie wypada powiedzieć „Polacy”. Trzeba powiedzieć „Polki i Polacy”. Kobieta nie może być określana jako minister. Musi być ministrą. Z łodzią przynajmniej nie ma kłopotu. Jest rodzaju żeńskiego.

Kiedy przeczytałem o tej łodzi, przypomniał mi się żart. Po mieście Łodzi nocą idzie zanietrzeźwiony mężczyzna (wyraźnie podkreślam płeć). Jest zaniepokojony. W końcu woła: „ludzie, gdzie ja jestem?”. Ktoś (płeć nieznana) odpowiada: „W Łodzi!”. Na co mężczyzna: „to wiem, ale na którym oceanie?!”.

Reklama

Żart jak żart, przypomniała mi się jeszcze sytuacja z wrocławskiego dzieciństwa. Otóż kolega mojego ojca budował łódź. Motorową. Jeździliśmy z ojcem co jakiś czas na drugi koniec Wrocławia, by podziwiać postęp prac. W końcu budowa łodzi została ukończona. Prezentowała się pięknie.

Był tylko jeden problem. Kolega ojca budował ją w piwnicy. I okazało się, że nie ma żadnego sposobu, by ją z tej piwnicy wyciągnąć. Mój ojciec proponował koledze, by ją rozebrać, ale ten absolutnie nie chciał się na to zgodzić. Twierdził, że jak ją rozbierze, to już nie da jej się dobrze poskładać. „To co zrobisz?” spytał mój tata.

„Trudno, sprzedam ją. Już zainteresował się nią jakiś facet. Chce ją kupić na raty”. „I  sprzedaż mu na raty?” „Powiedziałem, że tak. Z tym że odbiór po zapłacie ostatniej raty”. Na co mój ojciec: „Ale jak on tę łódź stąd wydobędzie?”. A jego kolega spokojnie: „nie mam pojęcia, jego łódź, jego problem”.

Reklama

Niestety nie wiem, jak się zakończyła ta sprawa. Jako młokosa nie bardzo mnie to wszystko interesowało. Miałem wtedy inne rzeczy na głowie. Do dziś jednak pamiętam, gdzie to było, a nawet jak miał na nazwisko kolega ojca.

A odbyło to się w czasach przedfacebookowych, przedinternetowych, a nawet przedkomórkowych. Napisałem poprzednie zdanie, bo pod informacją o krakowskiej łodzi ujrzałem taki komunikat:

Jesteś świadkiem utrudnień na drodze? Daj nam znać! Poinformujemy innych. Czekamy na informacje, zdjęcia i nagrania wideo!

    Przyślij je na adres e-mail…

    Wyślij za pomocą Facebooka;

    Wpisz komentarz na forum pod artykułem.

Reklama

Najbardziej mi się spodobało ostatnie zdanie tego apelu. „Wpisz komentarz”. Już widzę te komentarze: „jakiś cymbał zajechał mi drogę” albo „kto tej kretynce dał prawo jazdy” lub „nie można dłużej czytać tego Piaseckiego”.

No więc kończę. 

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności