W OPINII

Krzysztof Piasecki: Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba

opublikowano: 22 LISTOPADA 2019, 10:00autor: Krzysztof Piasecki
Krzysztof Piasecki: Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba

Co nam zostało po zaborach? Ruski miesiąc, pruski mur i austriackie gadanie. Śladów ruskich jest najwięcej. Na przykład ruskie pierogi. O których nikt w Rosji nie słyszał. Tak jak nikt nie słyszał w Bretanii o fasolce po bretońsku. Być może dlatego zamawiający to danie w barze zmieniają kraj pochodzenia fasolki. Słyszałem, jak jeden mężczyzna zamawiał „fasolkę po brytyjsku”. Może chodziło mu o Brexit. O kawie po turecku w Turcji też nikt nie słyszał.

Reklama

 

Czy można jakoś połączyć austriackie gadanie z kawą po turecku? Można. Pomnikowo. Stanął właśnie w Krakowie pomnik Jana Sobieskiego z zapleczem, upamiętniający Odsiecz Wiedeńską. Napisałem z zapleczem, bo do postaci króla jest doklejony dużo większy od króla orszak różnych postaci, zwierząt itp. Nie będę się wypowiadał na temat wartości artystycznej dzieła. Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba. To powiedzenie jest akurat w stu procentach  prawdziwe. Mojemu koledze przestała się podobać żona, za to spodobała się innemu koledze. I już ze sobą nie rozmawiają. Ci koledzy. 

Nie wiadomo dokładnie, jak było z tym pomnikiem. Czy Austriacy nas poprosili, byśmy wykonali dla nich pomnik, czy zrobiliśmy to z własnej woli. Ta sprawa wymagałaby wyjaśnienia, bo oni tego pomnika nie chcą. Jeśli zamawiali, to mogli postawić jakieś wymagania. I gdyby nie zostały spełnione – mają prawo odmówić przyjęcia zamówienia.  Ale jeśli dostają od nas w prezencie… no to niech się odczepią. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. A wizerunków koni w pomniku jest sporo.  

Jest tylko jeszcze jedna przykra sprawa. Powiedzmy, że dostali w prezencie, a nie podoba im się. Każdy z Państwa był na pewno w takiej sytuacji. Ileż to dostaliśmy takich prezentów! Pod choinkę, z okazji ślubu czy parapetówki.

Sprawa jest znana od lat.

Pozwolę sobie skorzystać z książki panów Czumy i Mazana „Tate, jedziemy do Krakowa”… Z okazji koronacji Franciszka Józefa I (Austriak!) z darami do cesarza udała się delegacja krakowskich Żydów.  Cesarz poruszony ich odwiedzinami podarował im swój portret z zaleceniem, by ten zawisł w krakowskiej Starej Synagodze. Powstał problem. Bo w świątyni nie powinien wisieć żaden „świecki” portret. Rozwiązanie okazało się proste. Powiesili portret „twarzą” do ściany. W czasie wizyty w Krakowie cesarz odwiedza synagogę. Zdziwiony widzi swój portret w nietypowej pozycji. Naczelny rabin Krakowa informuje: „najjaśniejszy panie, gdy jesteś daleko w Wiedniu, Twój portret przypomina nam o Tobie, ale gdy jesteś tu, żadne przypomnienie nie jest nam potrzebne”. Żydzi, znani z inteligencji, potrafili sobie z taką sytuacją poradzić. 

I my sobie poradzimy. Na razie pomnik jeździ po całej Polsce. Mamy taką tradycję, że po kraju podróżują obrazy.

Nie możemy czuć się urażeni. Pomnik kosztował milion dwieście tysięcy. Czyli cenny jest. Pan Prezydent go odsłonił. Właściwie to pan Prezydent odsłonił jego miniaturkę. To błąd kancelarii prezydenta. Być może wiedeńczycy myśleli, że taki mały pomniczek dostaną...

Poza tym, dlaczego pomnik miał stać w Wiedniu, skoro Sobieski zwyciężył pod Wiedniem? Może powinien stać pod Wiedniem? I jeszcze jedna sprawa. U nas, w Polsce, stoi wiele pomników powstań czy bitew przegranych. Może inne narody też hołdują takim zwyczajom. Gdyby tak było, można by pomnik podarować, jeśli Austriacy go nie chcą, Turkom.

Bo coś mi się zdaje, że z Erdoganem jest nam coraz bardziej po drodze.

Reklama

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności