W ciągu najbliższych lat śmiertelność z powodu nowotworów wzrośnie w granicach 30% - ocenia w rozmowie z Life in Kraków prof. Stanisław Kłęk z Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie. To efekt spowodowanego przez pandemię paraliżu polskiej służby zdrowia.
Reklama
Przez pierwsze miesiące tego roku diagnostyka w kierunku wykrywania chorób nowotworowych spadła o ponad połowę - "Powodem było praktycznie zamrożenie podstawowej opieki medycznej, wstrzymanie inwazyjnych badań diagnostycznych oraz brak personelu w szpitalach, zdziesiątkowanego przez zakażenia i kwarantanny - wylicza gość Life in Kraków.
Od marca do wakacji ludzie przestali się diagnozować. Z jednej strony sparaliżowana służba zdrowia, z drugiej strach samych pacjentów przed zakażeniem - Jeśli ktoś nie miał ostrych objawów, to czekał. A to niestety jest bardzo niebezpieczne - podreśla profesor Kłęk.
Teraz sytuacja się nieco poprawiła: - Po pierwsze większość medyków przeszła już zakażenie, w związku z tym może pracować. Sami pacjenci też zaczęli się znów zgłaszać, ale skutki wstrzymanej diagnostyki będą tragiczne. Szacuję, że w najbliższych latach śmieretelność z powodu nowotworów wzrośnie ok. 30% - uważa prof. Stanisław Kłęk.
Reklama
Profesor zachęca, by w razie kłopotów z kontaktem z lekarzem rodzinnym, zgłaszać się bezpośrednio do Instytutu Onkologii. - Pierwsza wizyta nie powinna się odbywać przez teleporadę. Jeśli w ciągu dwóch dni nie uda się komuś skontaktować z lekarzem w przychodni, niech zgłasza się do nas. Każdego przyjmiemy. - deklaruje profesor i dodaje, by nie bagatelizować nawet drobnych objawów.
By ułatwić kontakt z Instytutem w najbliższych dniach zostanie uruchomiona specjalna infolinia: oddzielna do ogólnych porad, oddzielna do rejestracji.