– Bóg ma dla nas wielkie miłosierdzie, bo rodzi nas do żywej nadziei. Świadczy miłosierdzie ten, kto daje nadzieję. Kto nie daje nadziei, daje za mało – mówił kard. Grzegorz Ryś w Święto Miłosierdzia Bożego podczas Mszy św. sprawowanej na ołtarzu polowym przed Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
Reklama
W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś zwrócił uwagę, że w dzisiejszych czytaniach mszalnych słowo „miłosierdzie” pojawia się tylko raz. Św. Piotr w swoim liście pisze: „w swoim wielkim miłosierdziu Bóg przez Jezusa Chrystusa na nowo nas zrodził do żywej nadziei”. – Bóg ma dla nas wielkie miłosierdzie, bo rodzi nas do żywej nadziei. Świadczy miłosierdzie ten, kto daje nadzieję. Kto nie daje nadziei, daje za mało – mówił metropolita krakowski zaznaczając, że nie wystarczy dać człowiekowi chleb, koszulę czy miejsce do spania.
Kardynał zauważył, że Piotr pisze o „żywej nadziei” – przeciwieństwie nadziei, która umarła, na przykład w długim procesie oczekiwania na jej spełnienie albo została przez kogoś gwałtownie zabita. – Mówimy czasem „żywiłem nadzieję”, ale wtedy, kiedy żywiłem nadzieję, to jednocześnie ona mnie żywiła, bo miałem po co żyć, miałem dla kogo żyć, ale skoro umarła nie mam powodów żyć dalej – podkreślił metropolita, zaznaczając, że jeśli do takiego człowieka dotrze się z miłosierdziem, to nie tylko da mu się coś, ale „urodzi się go na nowo”.
Kard. Grzegorz Ryś zwrócił uwagę, że pierwsza wspólnota chrześcijan w Jerozolimie opisana w Dziejach Apostolskich jest właśnie taką „zrodzoną do życia”, a dowodem na to, że ona żyje, jest to, że wzrasta. – Kiedy Kościół nie rośnie, trzeba mu się bardzo uważnie przyglądać, że gdzieś traci życie – mówił metropolita krakowski.
Przypomniał hasło Roku Jubileuszowego 2025 „Nadzieja nie zawodzi” z Listu św. Pawła do Rzymian (Rz 5, 5). Przywołał też komentarz do tego fragmentu papieża Franciszka: „Nadzieja w istocie rodzi się z miłości”. – Kiedy straciłem nadzieję w stosunku do jakiegoś człowieka, to znaczy, że przestałem go kochać. Jeśli straciłem nadzieję w stosunku do mojej pracy, to znaczy, że przestałem ją kochać. Gdybym stracił nadzieję w stosunku do mojego Kościoła, to znaczyłoby, że przestałem go kochać – wymieniał przykłady kardynał. Zachęcił, by człowiek, który traci nadzieję, patrzył w swoje serce. – Problem jest w Tobie, w Twoim sercu, problem jest z Twoją miłością. Nie dostaniesz tej nadziei z zewnątrz. Ona musi urodzić się w Tobie z odrodzeniem miłości – zaznaczył.
Kard. Grzegorz Ryś zauważył, że sposobem rodzenia się do nowego życia i do nowej nadziei jest to, czego doświadczył św. Tomasz – dotknięcie ran Jezusa. – Dotykamy ran na ciele Jezusa, kiedy wychodzimy do ludzi, którzy cierpią. Jezus na swoim ciele ma rany, może nas to dziwić, może nas to oburzać – przecież ma ciało uwielbione, dlaczego ma rany? Nie oburzajmy się – to jest decyzja Jezusowa – ma na sobie rany. Te rany to wszystkie wymiary cierpienia w świecie, w Kościele – podkreślał kardynał, zaznaczając, że tych ran można dotknąć z miłością, z delikatnością, z wrażliwością, z miłosierdziem. – Można tych ran dotykać – pomagać, słuchać, dać czas, pocieszyć, być przy – za każdym razem, kiedy dotykamy tych ran tak, że widać, że one chociaż trochę się zasklepiają, ile razy potrafimy te rany chociaż trochę obandażować, ile razy choć trochę potrafimy pomóc, tyle razy w nas też rodzi się żywa nadzieja – zaznaczył metropolita krakowski.
Po homilii kard. Grzegorz Ryś pobłogosławił 18. Dzwon Nadziei przeznaczony do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Wilnie i po raz pierwszy go uruchomił. Pokropił wodą święconą także wszystkich wiernych, ponieważ ich głosy „są ważniejsze i piękniejsze” od tego dzwonu, chociaż jego głos też jest piękny.














