W OPINII

Prof. Waligóra: szczepionka to nie eksperyment. „Przywileje dla zaszczepionych są zasadne"

opublikowano: 1 MAJA 2021, 12:58autor: Jolanta Hofer
Prof. Waligóra: szczepionka to nie eksperyment. „Przywileje dla zaszczepionych są zasadne"

„Zielony paszport” czy też „paszport szczepionkowy” wzbudza wiele emocji. Komisja Europejska już zapowiedziała jego wprowadzenie od początku czerwca. Przeciwnicy szczepienia się na COVID-19 mówią o dyskryminacji. Jeszcze więcej emocji wzbudzają pomysły wprowadzenia obowiązku tego szczepienia. O tym, czy te zarzuty i wątpliwości są uzasadnione w sytuacji pandemii, z profesorem Marcinem Waligórą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmującym się etyką badań naukowych w biomedycynie, rozmawiała Jolanta Hofer.

REKLAMA

Uzasadnione uprzywilejowanie

Jolanta Hofer: Panie profesorze, czy zaszczepieni na COVID-19 powinni być uprzywilejowani?

Profesor Marcin Waligóra: Nie lubimy klasowości, nie lubimy grup uprzywilejowanych. Natomiast w tym wypadku nie boję się tego słowa i uważam, że zaszczepieni powinni być uprzywilejowani, bo sprawiają, że zagrożenie roznoszenia się COVID-19 w populacji jest mniejsze. Odciążają system opieki zdrowotnej i w związku z tym powinni mieć pewne rodzaje praw, których nie mają osoby, które mogły się zaszczepić, a tego nie zrobiły.

J.H.: Czyli zaszczepieni, mówiąc górnolotnie, robią coś dobrego dla ludzkości?

 M. W.: Tak, to są z jednej strony pobudki osobiste – ktoś się szczepi, bo nie chce zachorować albo chroni się przed ciężkim przebiegiem choroby – ale jednocześnie zaszczepieni przysłużają się społeczeństwu, powodują, że pandemia się szybciej skończy. Odpowiednia liczba osób zaszczepionych chroni nie tylko siebie, ale także tę część populacji, która nie może być zaszczepiona.

Reklama 

Korzyści z takiego rozwiązania są ogromne

J. H.: Pojawiły się już takie pojęcia jak „paszport szczepionkowy” czy „zielony paszport”. Jest projekt Komisji Europejskiej, że taki dokument mógłby być dostępny dla obywateli Unii Europejskiej w czerwcu, przed okresem urlopowym. Pod informacją o tym internauci pisali m. in. takie komentarze: Rok 1984 coraz bliżej, To segregacja i apartheid, Koszmar, musimy zbierać podpisy na petycji, że tego nie chcemy. A więc nie wszyscy chcą mieć ten „paszport szczepionkowy”, nawet za cenę nie wyjechania poza Polskę.

M. W.: Jeśli ktoś nie chce, to może go nie mieć. Przeczytałem ulotkę informacyjną Komisji Europejskiej i wiadomo już, że to będzie „paszport” nie tylko dla osób zaszczepionych, ale także dla ozdrowieńców i tych, którzy mają negatywny wynik testu. Korzyści z takiego rozwiązania są ogromne, zarówno ekonomiczne, jak i społeczne.

Będziemy mogli wrócić do podróży i te podróże nie będą jakoś koszmarnie skomplikowane. Komisja Europejska zapewnia, że będzie dbała także i o te osoby, które nie mogą się zaszczepić. Jeśli szczepionka będzie dla wszystkich dostępna, jeśli paszport będzie równo dostępny i jeśli te rozwiązania prawne będą zabezpieczać osoby, które nie mogą się zaszczepić i nie mogą dostać paszportu, to trudno mówić o dyskryminacji. Ponieważ mamy wolny wybór.

Reklama 

J. H.: Ale omija Pan profesor temat osób, które nie chcą się zaszczepić. To one mówią o dyskryminacji.

M. W.: O dyskryminacji możemy mówić wtedy, kiedy jakaś grupa nie ma do czegoś dostępu ze względu na fakty, których nie może zmienić. Jeżeli urodzę się z jakimś kolorem skóry i jestem krzywdzony przez prawo, to jest właśnie dyskryminacja.

Ale jeśli ze względu na wolny wybór nie decyduję się na podjęcie jakiegoś działania, a mam do niego dostęp, jak w przypadku szczepienia, to też rezygnuję z całego pakietu związanego z tym działaniem. I to nie jest dyskryminacja. W tym wypadku to słowo jest błędnie użyte.

Fakty mówią za siebie

J. H.: Radni miasta Wałbrzych podjęli uchwałę o obowiązkowym szczepieniu wszystkich mieszkańców i osób pracujących w mieście. Tego samego domagają się od rządu dla całej Polski – obowiązku. Czy myśli Pan, że w Polsce to byłoby możliwe?

M. W.: Jestem sceptyczny co do obowiązku. Mamy dużo innych narzędzi, które powinniśmy najpierw stosować. Uważam, że należy przede wszystkim szerzyć informację na temat ryzyka i korzyści szczepień. Trzeba się zastanowić, jak z tą informacją dotrzeć do osób, które się wahają, bo na różne sposoby interpretują tę masę informacji, które do nas napływają. Tu jest rola naukowców, jak do tych grup dotrzeć. Dopiero na końcu obowiązek. Dużo lepiej jest szerzyć informację, bo ona mówi sama za siebie.

Pokażmy jakie jest ryzyko niezaszczepienia się i ryzyko zaszczepienia się, bo ono istnieje. Każdy środek medyczny, z którego korzystamy, niesie ze sobą ryzyko. To ryzyko w przypadku szczepionek jest bardzo skrupulatnie i spektakularnie mierzone. Te dane mówią same za siebie. Ale informacja zostaje gdzieś po drodze zaburzona, do tego dochodzą emocje społeczne i w efekcie część ludzi, nie taka znowu wielka na szczęście, deklaruje, że nie chce się zaszczepić.

Reklama 

J. H.: Badania pokazują, że najbardziej ufamy w kwestii informacji o szczepieniach lekarzom, ale szczepionki promują też politycy, do których mamy dużo mniejsze zaufanie. Osoby, które obawiają się szczepień, raczej bazują na informacjach, które znajdują same. Czują się niedoinformowane. Kto miałby informować społeczeństwo tak, żeby ludzie tego słuchali?

Komu powinniśmy zaufać?

 M. W.: Wydaje mi się, że najlepsze narzędzia to są te, które w Polsce też częściowo stosujemy, czyli powołanie takich instytucji naukowych, które raz na jakiś czas wydają komunikaty. Jeśli te instytucje będą funkcjonowały przez wiele lat i jeśli uda się wytworzyć wysoki poziom zaufania do nich, to mamy rozwiązanie nie tylko obecnego problemu, ale i na przyszłość.

Musimy ufać, że pewne instytucje nieupolitycznione, bazujące na faktach, nie oszukują nas. Taką instytucją jest Europejska Agencja Leków - EMA, która w zrozumiały sposób informuje, jakie są ryzyka i korzyści.

 J. H.: Ale w przypadku szczepionki AstraZeneca te opinie zmieniały się.

 M. W.: Oczywiście, bo my ciągle zbieramy dane. Kiedy produkt leczniczy zostaje dopuszczony na rynek, uznajemy, że mamy wystarczającą ilość danych, aby móc wiarygodnie ocenić ryzyko i korzyść tego produktu. Jeżeli w badaniu klinicznym bierze udział 40 tysięcy uczestników, to statystyka nam mówi, że to jest produkt bezpieczny.

Galeria: Gigantyczna kolejka do szczepień na Rynku, fot. Marek Lasyk (id: 1004)

Jeśli puszczamy ten produkt dalej i kolejne miliony ludzi go przyjmują, to na kilkanaście milionów pojawi się jedna osoba, która ma zakrzepicę. I to, co może wtedy zrobić EMA, to zatrzymać proces szczepienia na chwilę, pokazując, że jest bardzo wiarygodna.

Ta instytucja bada to, co się zdarzyło, mówi niejako: „Nie bójcie się, działamy w waszym imieniu. Jeśli uzyskamy wystarczająco wiarygodne dane, ruszymy znowu ze szczepieniami.” I tak się stało. Nic innego nie powinno wzbudzać naszego większego zaufania. To, że EMA wstrzymała ten proces, pokazuje, że nikt nas nie chce oszukać, wszystko jest analizowane przez ekspertów, którzy wydają opinię, kiedy uznają, że te dane są wystarczająco łagodne.

 Reklama

J. H.: Ludzie czasem mówią, że „nie wierzą”, ale nauka to nie jest kwestia wiary.

M. W.: To nie jest kwestia wiary, tylko dobrej komunikacji. W przypadku pandemii też powinniśmy się czegoś nauczyć. My, naukowcy, nie zawsze to potrafimy, bo pracujemy z danymi, z pacjentami, a komunikacja jest gdzieś na końcu. Moim zdaniem te ogromne środki, które poszły na poszukiwanie leku i szczepionki na COVID-19, powinny też równolegle finansować badania społeczne – jaka będzie skłonność do użycia tych leków, a szczególnie szczepionek.

Gdybyśmy od początku się tą kwestią serio zajmowali, to teraz wiedzielibyśmy jak i dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej i jak komunikować. Ja uważam, że nie należy tej wahającej się grupy przymuszać, trzeba się z nią dobrze skomunikować.

Szczepionka nie jest eksperymentem

 J. H.: Niektórzy twierdzą, że to, co dzieje sie w kwestii szczepionek na COVID-19, to eksperyment medyczny.

 M. W.: To absolutnie teraz już nie jest żadna forma eksperymentu medycznego. On zakończył się wraz z trzecią fazą badania, kiedy 40 tysięcy ludzi zostało przebadane. Poziom danych jest wystarczający, żeby stwierdzić, że jest to bezpieczny produkt. Z fazy badań przeszliśmy do generowania nowych danych, szczepiąc miliony ludzi, ale tak się dzieje z każdym środkiem medycznym.

 Reklama

J. H.: Testy. W Polsce to ciągle brzmi egzotycznie, ale w innych krajach jakaś liczba testów miesięcznie jest finansowana przez państwo. To opcja dla tych, którzy z jakiegoś powodu zaszczepić się nie mogą, a chcą mieć dostęp do „paszportu szczepionkowego”.

M. W.: Tak właśnie możemy wesprzeć osoby, które nie kwalifikują się do szczepionki, a chcą mieć dostęp do „paszportu”. Finansujmy im wymazy, żeby nie były dyskryminowane w dostępie do tego dokumentu i mogły podróżować. To są na przykład dzieci - wielka grupa osób, których obecnie nie szczepimy.

J. H.: Dziękuję za rozmowę!

Post: https://www.facebook.com/inkrakow/videos/520577038941673/

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności