Tort, wspólny stół, muzyka, loteria, muzykoterapia i przede wszystkim mnóstwo sąsiadów. Miejsce Aktywności Mieszkańców skończyło właśnie pięć lat. Trudno o lepszy dowód na to, że przez ten czas stało się czymś więcej niż tylko adresem przy ul. Na Kozłówce 25.
Reklama
W piątkowy wieczór w MAM-ie było gwarno jak na dobrym sąsiedzkim przyjęciu. Ludzie przynieśli zrobione przez siebie przekąski, słodkości i dokładali je do wspólnego stołu, rozmawiali, śmiali się i tańczyli. Był pomysłowo zaprojektowany i wykonany tort, była muzyka i muzykoterapia, była loteria, w której każdy wychodził z nagrodą. Powstało też niezwykłe drzewo genealogiczne MAM-u, na którym zamiast rodzinnych fotografii znalazły się zdjęcia z pięciu lat wspólnych aktywności.

Pokazywały kawał historii tego miejsca: warsztaty, spotkania, zabawy, wydarzenia i ludzi, którzy przez te lata przewinęli się przez MAM. Niektórych z nich można było tego wieczoru spotkać przy sąsiedzkim stole.
I właśnie o to chodzi w MAM-ie.
Miejsce, które tworzą mieszkańcy
MAM, czyli Miejsce Aktywności Mieszkańców, nie jest kolejnym domem kultury z gotowym grafikiem zajęć, na które można się zapisać. Tutaj pomysły rodzą się między ludźmi mieszkającymi kilka klatek dalej albo w sąsiednim bloku.
Ktoś organizuje i prowadzi nordic walking. Ktoś proponuje szachy. Ktoś inny warsztaty florystyczne czy kulinarne. Albo zajęcia językowe ze wspólnym wyjściem do kina na filmy w tym właśnie języku. Są zajęcia z samoobrony. Albo chór. I teatr. Są wymianki, koncerty, potańcówki i wspólne świętowanie Dnia Kota czy Dnia Sąsiada. Były też akcje pomocowe i wydarzenia, których prawdopodobnie nikt nie wymyśliłby w tradycyjnym domu kultury, bo ich pomysłodawcami są po prostu mieszkańcy.

W tej formule mieszkańcy tworzą ofertę dla mieszkańców.
Można przyjść pierwszy raz z ciekawości i zostać na dłużej albo nie. Można wziąć udział w grupie, która już się rozwinęła albo samem zaproponować jakąś aktywność i ją poprowadzić. To może się rozwinąć albo zupełnie nie wyjść. Próby i błędy są wpisane w tą formę sąsiedzkiego bycia razem.
Dobrze znać swoich sąsiadów, to dzisiaj wartość
W dużym mieście coraz łatwiej być anonimowym. Nowe osiedla to ułatwiają. Można mieszkać w jednym bloku i nie znać imienia osoby, którą codziennie spotyka się w windzie.
A tymczasem znajomość z sąsiadem jest czymś znacznie ważniejszym, niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi tylko o codzienne „dzień dobry” czy pogaduszki na temat psich zwyczajów, choć to też ważne. Kiedy dzieje się coś trudnego, takie relacje okazują się bezcenne. Ludzie, którzy się znają, łatwiej zauważają, że ktoś potrzebuje pomocy. Łatwiej się organizują. Wiedzą, na kogo mogą liczyć. Takie wspólnoty mają większą odporność społeczną, bo ludzie mają do siebie zaufanie i nie są anonimowi.
I właśnie MAM daje przestrzeń, żeby takie relacje mogły powstawać.
Pięć lat to kawał historii
Po pięciu latach działalności przez MAM przewinęły się tysiące osób. Odbyły się setki spotkań, warsztatów i wydarzeń. Większe imprezy przedświąteczne i plenerowe także gromadzą wielu mieszkańców.
Jednak to nie tylko liczby. Za nimi kryją się przede wszystkim ludzkie historie. Ci, którzy przyszli „tylko na chwilę”, a zostali. Ci, którzy poznali tu przyjaciół. Ci, którzy po raz pierwszy od dawna mieli okazję zrobić coś dla innych. I ci, którzy odkryli, że ich własny pomysł może zainteresować pół osiedla.
Pięciolecie MAM-u nie jest tylko rocznicą działalności konkretnego miejsca. To urodziny całej sąsiedzkiej społeczności.
Takie miejsca nie dzieją się same
MAM działa dzięki mieszkańcom, ale za jego codziennym funkcjonowaniem stoi Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych i współpraca z Miastem Kraków.

Bo potrzebna jest nie tylko energia mieszkańców, ale również stabilne wsparcie organizacyjne i finansowe. Takiego miejsca nie można po prostu „uruchomić” i zostawić. Ktoś musi być na miejscu, koordynować działania, pomagać mieszkańcom realizować pomysły, dbać o przestrzeń. Potrzebna jest infrastruktura, opieka i środki, dzięki którym ludzka, sąsiedzka energia może zostać wykorzystana.
Na Kozłówce przez pięć lat udało się stworzyć coś, czego nie da się zamknąć w tabeli z liczbą warsztatów czy uczestników. To ważne, żeby o tym pamiętać, szczególnie kiedy widzi się salę pełną ludzi i może się wydawać, że takie rzeczy po prostu „dzieją się same”.
Nie dzieją się same. Potrzebne jest wsparcie, pozwalające temu miejscu działać. Że ono będzie nadal, taką nadzieję wyrażali także uczestnicy urodzinowej imprezy MAM-u Na Kozłówce.














