W MIEŚCIE

Wegańskie niebo w gębie, oliwki humusy i pesto prosto ze straganu

opublikowano: 19 SIERPNIA 2019, 14:30autor: Łukasz Sobieszkoda
Wegańskie niebo w gębie, oliwki humusy i pesto prosto ze straganu

Nie znajdziecie go w książkach podróżniczych, w Wikipedii też głucho. Nie odkrył żadnej zaginionej cywilizacji, nie odnalazł Bursztynowej Komnaty, nie zdobył najwyższych szczytów, nie przebył nieprzebytej dżungli. On, od zawsze, poszukiwał smaków.

Nazywa się Gonder. Marcin Gonder. Z wykształcenia technolog szkła po Akademii Górniczo Hutniczej, z zamiłowania kulinarny globtroter. Chciał być projektantem biżuterii ale wszystko trafił szlag, gdy podczas studenckiej wycieczki na Krym poczuł pociąg do smakowania smaków. Miejsce inicjacji: obfity w sery, arbuzy i krymskie wina lokalny targ. Tam też, upojony smakami, powziął postanowienie: każde nowe miejsce na mapie świata  będzie odkrywał przez pryzmat lokalnych, niepowtarzalnych potraw i produktów.

Pierwsza okazja nadarzyła się zaraz po studiach. Jak rzesze rodaków wylądował w Londynie. Jednak ukochana przez wyspiarzy fish and chips, najwyraźniej nie była tym, czego szukał. Wyjechał więc do Stanów Zjednoczonych. Tu przygoda nie trwała jednak długo, bo gdy przedarł się przez dżungle burgerów i sosu BBQ, skończyła mu się wiza i musiał opuścić Nowy Świat.

Ponownie wylądował na wyspach. Tym razem w Irlandii. I to był przełom! Spotkał tam wspaniałych serowarów, znawców ryb i owoców morza, a także pochodzących z Włoch, Grecji czy Portugalii sprzedawców i przetwórców oliwek. W ich towarzystwie wielokrotnie pokonywał kanał La Manche by eksplorować kuchnie Francuzów  – kulinarnych arystokratów. Dla jedzenia, co wielce chwalebne,  rzucił nawet palenie, by, jak mówi, w pełni  delektować się bogactwem smaków.

 W kraju, traktowany był jak kulinarny outsider, wspomina :

Marcin Gonder: Pamiętam jak zachwyciłem się korsykańskimi kiełbaskami, które przywiozłem również rodzinie. Niestety,  trafiły do kosza, bo wszystkim wydawało  się, że są zepsute! A właśnie ten aromat ziół i surowego dojrzewającego mięsa nadawał im najwspanialszy smak!
Galeria: To Kraków nie Palermo... Oliwki prosto ze straganu (id: 87)

W tamtym czasie wciąż jeszcze widział siebie jako projektanta biżuterii… ale kubki smakowe nie sługi…

Marcin Gonder: Nawet gdy wyjechałem do Treviso i Wenecji, aby poznać tajniki pracy z weneckim szkłem, odwiedzałem lokalne targi rybne i warzywne i słuchałem kulinarnych opowieści

Los uśmiechnął się do Marcina, bo jak mówi miał szczęście spotkać na swojej drodze wielu wspaniałych nauczycieli…

Marcin Gonder: Tak było z człowiekiem, który przez kilka lat podróżował po Europie i pracował w piekarniach, aby w końcu opracować swój własny przepis na idealny żytni chleb na zakwasie. Tak było z człowiekiem, który wymyślił, że będzie robił oryginalną mozzarellę, ale w Irlandii. Sprowadził więc bawolice, włoskich nauczycieli i w mistrzowski sposób opanował tę trudną sztukę.  

Wiedział, że po powrocie do Polski będzie mu brakowało tych smaków. Chciał też przekonać  do nich  rodaków. Tak zakiełkował pomysł na biznes znany dziś pod nazwą Oliwki etc. Nieocenione okazały się kontakty z dostawcami i producentami żywności zadzierzgnięte  podczas licznych  podróży. To od nich  zaczął sprowadzać do Polski najróżniejsze smakołyki kuchni śródziemnomorskiej, bliskowschodniej czy północnoafrykańskiej i na ich bazie tworzyć przepisy na pasty, sałatki, pesta i hummusy.  W tym na moje ulubione pesto z dyni i pastę z suszonych pomidorów z orzeszkami, czy pesto z buraków, którego jakoś do tej pory nie odważyłem się spróbować… ale tylko dlatego że nie lubię buraków!

 Swoje delikatesy, chciał sprzedawać w miejscu z odpowiednią atmosferą, porównywalną do tej która zachwycał się w świecie. Marzył mu się  plac handlowy na Starym Kleparzu. Nim dostał własny stół, pośród obecnych tu od lat handlarzy, pojawiał się na placu i częstował  produktami prosto z samochodu. Ta strategia była strzałem w dziesiątkę. Pamiętam jak sam dałem się karmić tymi rarytasami i wsiąkłem! Krakowianie pokochali jego specjały do tego stopnia że dziś oliwkowy interes kręci się już nie tylko na Starym Kleparzu ale także na placach Na Stawach, Nowowiejskim,  Bieńczyckim i dwóch targowiskach w stolicy. A Marcin wciąż zaskakuje klientów kolejnymi oliwkowymi wariacjami np. w doskonałej na zimowe dni odsłonie czekoladowej. Pycha!

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności