W WOLNYM CZASIE

Randka w pralni? W tym lokalu połączysz przyjemne z pożytecznym

opublikowano: 18 MARCA 2019, 16:59autor: Rafał Romanowski
Randka w pralni? W tym lokalu połączysz przyjemne z pożytecznym

Wyobraźcie sobie pralnię. Taką w rozmiarze XL. Nie małe pomieszczenie, gdzie rozpaczliwie tłucze się wasza osamotniona Frania, ale miejsce, gdzie pralek całe multum. Tam właśnie zabieram Karolinę.

RAFAŁ:

Zaczyna się zaskakująco. Telefon do jej mamy. I prośba, aby spakowała do zawiązanej siatki wszelkie brudy jej życia. Tzn. te zostatniego tygodnia: spodnie, bluzki, koszulki, dreski. Mama jest w zmowie. Kiedy przyjeżdżamy z Karoliną po tajemnicze zawiniątko, wkręcana dziś w projekt "Zabieram Cię" myśli że to śmieci. Nie wyprowadzam jej z błędu. Niech trwa.

KAROLINA:

Obiecał katharsis, wręczając mi czarny wór na śmieci, podkradziony z rodzinnego domu. Ale lipa. Myślałam, że robimy cykl o fajnych miejscach w mieście. Nadzieja tli się, gdy każe nas zawieźć nie na Barycz, ale do centrum miasta. Humor w pełni wraca na widok knajpy z napisem: skończyły się czasy, gdy pranie było nudnym obowiązkiem gospodyń domowych. Już wiem, co czyha w worku i zaraz będzie to ładnie pachnieć, bo Frania wierzy, że "zapach jest kluczem do duszy: rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie, miłości lub nienawiści".

RAFAŁ:

Cafe Frania to małe miejsce na skrzyżowaniu Dietla z Starowiślną. Schodzisz w dół i jesteś w najprawdziwszej pralni. Zaraz, zaraz. Nie do końca, bowiem oprócz rzędów pralek, tylko czyhających na spranie wszelkich brudów z kolekcji twoich ubrań, dostrzeżesz butelki z alkoholem, pudełko z herbatą, kawa, soki. - A oprócz tego wszelkie dogodności dla ludzi, którzy w oczekiwaniu na pranie chcą się integrować - mówi Jagna, opiekująca się dziś Cafe Frania. Proponuje herbatę, bierzemy piwo. Karolina zadowolona. 

KAROLINA:

Jagna ogarnęła sprawy techniczne związane z praniem - jak dobrze, że nie muszę tego robić sama. Chyba z 10 płynów do płukania do wyboru. Do Frani przychodzą głównie obcokrajowcy, stali klienci i firmy. Największa wpadka piorącego: zostawione w kieszeni od spodni, elektryczne kluczki do samochodu. Albo ktoś tak dobrze zjednał się z barem, że o praniu zupełnie zapomniał. Nie takie dziwne, bo otwarte tu mają aż do północy.

 RAFAŁ:

Po załadowaniu bębna pralki idziemy grać w gry. W sumie nie wiadomo kto wygrywa kto przegrywa, ważne, że czas mija szybko. Jesteśmy zmęczeni, ale Karolina mówi, że "jest zadowolona". 

KAROLINA:

Koło tego przechodziłam multum razy i nigdy nie zajrzałam. Poczułam się trochę jak w serialu "Big Bang Theory", gdzie sąsiedzi plotkowali przy wrzucaniu brudów do pralek. Czy wydałabym prawie 20 zł za pranie z suszeniem i święty spokój? Miewam takie tygodnie, że chyba tak. Natomiast na piwo wrócę na pewno. Przytulny wystrój, The Beatles i Led  Zeppelin w głośnikach, retro gadżety i. pustka (czasem tak potrzebna). A dźwięk wirujących pralek okazuje się bardzo relaksujący. Tylko zaznaczam: nie są magiczne. Pojedyncza skarpetka, jak zwykle, nie zdublowała się po praniu.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności