W OPINII

K. Piasecki: Zygmunt powinien dzwonić na trwogę! W czasie wystąpień abp. Jędraszewskiego...

opublikowano: 2 LIPCA 2021, 18:11autor: Krzysztof Piasecki
K. Piasecki: Zygmunt powinien dzwonić na trwogę! W czasie wystąpień abp. Jędraszewskiego...

500 lat! Tyle ma dzwon. Zygmunt. Dopiero dziś  dowiedziałem się, że dzwon został nazwany Zygmunt, by uhonorować fundatora Zygmunta I Starego. A mówi się na niego Dzwon Zygmunta. Mała literka „a” na końcu i jak zmienia znaczenie! Mogłaby świadczyć o tym, że Krakowianie daru króla nie przyjęli. Nie jest to nasz dzwon Zygmunt, tylko dzwon Zygmunta fundatora. Może wynika to z oszczędności przypisywanej Krakowianom.

Reklama

Skoro to nie nasz dzwon, tylko Zygmunta, niech on się troszczy o jego konserwację itp. A może chodzi o to, że dzwon nie dzwoni, kiedy powinien. Gdyby to był nasz krakowski dzwon, powinien zadzwonić na trwogę parę razy. Ot choćby w czasie wystąpień arcybiskupa Jędraszewskiego, czy w czasie wypowiedzi kardynała Dziwisza. Notabene wreszcie wiadomo skąd określenie „kardynalny błąd”. To kardynał Stanisław Dziwisz, mówiąc, że nic nie pamięta, ukuł ten przymiotnik.

Wróćmy do dzwonu. Mawia się „wie, że dzwonią, ale nie wie w którym kościele”. W przypadku dzwonu Zygmunt(a) to powiedzenie nie ma zastosowania. Kiedy dzwoni, wszyscy wiedzą, skąd dźwięk nadchodzi. Czyli przyczynia się dzwon do bardziej precyzyjnego wyrażania myśli tego, który „wie, że dzwonią”. I nie ma znaczenia, czy to dzwon Zygmunt, czy Zygmunta.

Pięćset lat temu zawieszono dzwon Zygmunt. Ciekawe byłoby zbadać, kiedy zaczęto o nim mówić dzwon Zygmunta. Wtedy bowiem pierwszy raz powstało słynne pytanie: „co jest ważniejsze mieć czy być?”. W przypadku gdy uznamy, że dzwon nazywa się Zygmunt, opowiadamy się za „być”. Gdybyśmy jednak uznali, że dzwon jest dzwonem Zygmunta, opowiedzielibyśmy się za mieć. W związku z tym, że ogół nas, nie wyłączając mnie, był przekonany, że nazwa dzwonu to „Dzwon Zygmunta” oznaczałoby to, że opowiadamy się za „mieć”.

Reklama

Spróbujmy to przeanalizować. Dziecko. Lepiej mieć dziecko, czy być dzieckiem? Każde dziecko chce być dorosłym. Żeby móc chodzić później spać, jeść to, na co ma ochotę, nie musieć iść do szkoły i robić co chce. Czyli bycie dzieckiem nie jest przez dzieci specjalnie pożądane. A kiedy już mamy dziecko, chcielibyśmy móc robić to, co robi dziecko i niestety nie możemy. Z tego wynika, że w przypadku dziecka nie da się tego dylematu rozstrzygnąć. Inny przykład.

Rząd. Lepiej mieć rząd, czy być rządem? Wydawałoby się, że odpowiedź jest prosta. Sądząc po tym, jak politycy dążą do wygrania wyborów, lepiej jest być rządem, niż go mieć. I tu znowu podobna sytuacja jak w przypadku dziecka.

Kiedy już się jest rządem, stale słyszy się, ile to kłopotów, ile kłód pod nogi rzuca opozycja, jak nie da się wszystkich zadowolić i tak dalej. A jednak chce się tym rządem być. Nikt z klasy politycznej nie powie, że chce być opozycją.

Reklama

 A właśnie, spróbujmy przeanalizować określenie opozycja. I wreszcie! Sytuacja jest jasna. Ani mieć, ani być!

Dzięki ci dzwonie. Dzięki tobie udało się odnaleźć sytuację, do której nie można zastosować ani mieć, ani być. Mimo że trwało to 500 lat.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności