W OPINII

Marta Szostkiewicz: ile szlachetności w Szlachetnej Paczce?

opublikowano: 12 LUTEGO 2019, 20:26autor: Marta Szostkiewicz
Marta Szostkiewicz: ile szlachetności w Szlachetnej Paczce?

O stowarzyszeniu „ Wiosna” i jej założycielu, ks. Jacku Stryczku, słyszeli chyba wszyscy. Idee „Wiosny” zaangażowały najpierw w Krakowie, a potem w całej Polsce, tysiące ludzi.

Nie tylko pracowników wolontariuszy, którzy co roku koordynowali robienie świątecznych paczek dla potrzebujących, ale i rzesze pomagających anonimowo.

Każdy mógł wybrać rodzinę lub samotną osobę i sprawić, by święta Bożego Narodzenia były dla nich mniej ubogie, a bardziej radosne. Często do skompletowania paczki zbierała się grupa przyjaciół, uczniów czy współpracowników. Zawiązywała się wspólnota wokół szlachetnego celu.

Z własnego doświadczenia wiem, jaka to frajda kupić dwa dresy dla chłopców w szkolnym wieku, paczkę proszku do prania i kilogram mieszanki krakowskiej. I mieć świadomość, że ktoś kogo nie znam i nigdy nie poznam, ucieszy się z prezentu.

Niestety, od kilku miesięcy na temat Stowarzyszenia napływają informacje wcale nieszlachetne. W zeszłym roku dziennikarze Onetu ujawnili, że charyzmatyczny lider organizacji przez lata mobbingował pracowników, a jego metody zarządzania Stowarzyszeniem z szlachetnością nie miały wiele wspólnego.

Obrońcy ks. Stryczka, przekonują, że do żadnego mobbingu nie dochodziło, a publikacja Onetu była efektem wewnętrznych intryg części pracowników Stowarzyszenia. Ks. Jacek miał zostać rzucony na pożarcie antyklerykałom, a zarzuty wysunięte przeciw niemu wynikają właśnie z jego niekonwencjonalnych metod zarządzania organizacją.

Ostatnio Stowarzyszenie Wiosna znowu wróciło na pierwsze strony gazet i czołówki portali. Tydzień temu niespodziewanie Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia odwołało następczynię księdza Stryczka, Joannę Sadzik i powołało na jej miejsce księdza Grzegorza Babiarza. Sugerowano, że to dobry znajomy księdza Jacka, który nie pogodził się z utratą wpływu na dzieło swego życia. Po tygodniu protestów menadżerów i pracowników, ks. Babiarz został odwołany, a Joanna Sadzik znowu ma kierować ,,Wiosną’’.

Czy Stowarzyszenie przetrwa te zawirowania? Czy hojni dotychczas sponsorzy i oddani wolontariusze uwierzą, że biorą udział w szlachetnym przedsięwzięciu, a nie w intrygach ambitnych liderów i skłóconych pracowników?

Wiele, może nawet większość, największych polskich organizacji pozarządowych opiera się charyzmatycznych założycielach. Mówimy PAH, myślimy - Janka Ochojska, myślimy WOŚP, mówimy - Jurek Owsiak. Fundacja Mimo Wszystko, to Anna Dymna, Siemacha, to ks. Andrzej Augustyński.

Tak samo było ze „Szlachetną Paczką”. To ksiądz Stryczek, łamiący wiele konwencjonalnych wyobrażeń o osobie duchownej, fotografowany niezliczoną ilość razy w sportowym stroju na rowerze, zapewniał organizacji medialną rozpoznawalność.

To, co działo się za kulisami, było mniej ważne, bo Paczka co roku miała coraz więcej darczyńców i coraz więcej osób korzystało z jej pomocy. Na bok odkładano kontrowersyjne wypowiedzi ks. Jacka, że pomaga tym, których bieda jest niezawiniona, a w Ewangelii nie ma nic o dzieleniu się z ubogimi. „Wiosna” niebezpiecznie upodobniała się do korporacji, z własnym korporacyjnym językiem, liderem i corocznym podnoszeniem wskaźników sukcesu.

Utwierdzają nas w tym media, które chętnie budują wizerunek liderów oddanych dobrej sprawie. Łatwiej zbudować komuś pomnik za życia, niż badać mechanizmy organizacji, pokazać prace wolontariuszy, przedstawić, jak organizacja radzi sobie w sytuacjach trudnych czy kryzysowych.Włączając się w szlachetne dzieło pomocy mamy nieco naiwne przeświadczenie, że ludzie dziełem zarządzający też są szlachetni i bez skazy.

A tych, jak w każdej instytucji, nie brakuje. Panuje przecież społeczne zapotrzebowanie na spektakularne sukcesy, kolejne rekordy w zbieraniu funduszy. Chętniej pomagamy tym, którzy odnoszą sukces, również w mediach.

Najnowszy, oby nie ostatni, rozdział historii Stowarzyszenia ”Wiosna’’ pokazuje, że za każdą, nawet najszlachetniejszą ideą, stoją żywi ludzie ze swoimi emocjami i aspiracjami. Niekoniecznie i nie zawsze równie szlachetnymi, jak cele, które sobie stawiają.

Nie znaczy to, oczywiście, że nie powinniśmy włączać się do pomocy potrzebującym. Wprost przeciwnie. Czas jednak najwyższy, aby organizacje pomocowe bardziej dbały o budowanie własnego wizerunku, a mniej o stawianie pomników charyzmatycznych liderów.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Polityka Prywatności